hm blog zarósł kurzem... warstwa może z 10 cm gruba.
nadejszła wielkopomna chwila- jesienne doły które nastąpiły po dołach letnich.
więc przypominam wszystkim o książce Shantaram i jej bolesnym pięknie.
tak jak najlepsze filmy bollywood, które w pierwszej częsci osadzą niewinnego widza w złudnym poczuciu bezpieczeństwa aby w drugiej sprawić ze zlamie się jego nic nie podejrzewające serce. to samo zrobi z wami Shantaram.
w glowie mam wciaz jeszcze Rang de basanti... i wielka ochote na basmati.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bollywood. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bollywood. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 października 2009
piątek, 26 grudnia 2008
Dor - 1
przecudowny film, niesamowicie madre i piekne kino, i do niczego nie sposob sie przyczepic. aktorzy swietni, muzyka- wspaniala. fabula, dialogi... film, ktorego nie da sie zapomniec. o trudach i splatanych niciach losu, i o tym, ze dobro moze pojawic sie w kazdych okolicznosciach.
reszta folmu dostepna w kawalkach na youtube- polecam! obok pierwszej czesci linki do nastepnych
http://pl.youtube.com/watch?v=mDepj2ao51A
sobota, 22 listopada 2008
Sajnaji Wari Wari
specjalnie dla Michala :) wystarczajaco obciachowe? a jednak - Rejs haha!
z filmu Honeymoon Travels Private Limited jednej z przyjemniejszych rzeczy jakie widzialam w zyciu. mozna obejrzec w calosci na youtube.
jeszcze nie umarlam
po dziwnie przyjemnych opiniach od znajomych oraz zachecajacych komentarzach na blogu szczerze mowiac przygniotl mnie ciezar odpowiedzialnosci. tak sobie pisze cokolwieki takie i zapewniam dlazabawowo. a tu ktos przyklada do cokolwiekow jakas wage. podcielo mi to skrzydla- o rany a co bedzie, jak napisze teraz cos durnego? kompromitacja jakas tragiczna w skutkach.
no ale dzieki Michalowi wszystko wraca do normy :D musze czasem zamieszczac jakas obciachowa muzyke, ale na Dode prosze nie liczyc. zapodam jakis bolly hiciorek hehe.
jesli zas chodzi o bollywood- filmy sa bardzo rozne. niedawno widzialam swietny film Chokher Bali, zupelnie bez muzyki, oparty na prozie R. Tagore. bollywood to nie tylko wielkie widowiska z niekonczacymi sie korowodami tancerzy i rzeszami spiewakow. wyjsc nalezy od tego, ze w Indiach kino spelnia i musi spelniac zupelnie inna role niz w Europie czy Ameryce. tam ludzie maja az nadto problemow zupelnie realnych, a nie wydumanych egzystencjalnych dylematow. dla kogos kto haruje po 12 godzin dziennie i ledwo udaje mu sie przezyc wyjscie do kina ma byc wyprawa do innego swiata- ma zapewnic rozrywke i tak- katharsis.
nie zawsze jest tak, ze historie opowiadane w bollywoodzkich filmach sa cukierkowe banalne i dobrze sie koncza. czasem tworcy filmu podaja nam taki typ historii w pierwszej polowie... a w drugiej stopniowo odzieraja nas ze zludzen i funduja takie zakonczenie, ze serce peka. przykladem takiego filmu jest 'Gdyby jutra nie bylo' albo 'fanaa'. po obejrzeniu pierwszego obudzilam sie placzac przez sen.
poza tym, te filmy sa krecone tak, aby podobaly sie w Indiach, Pakistanie, Bangladeszu, w Nepalu i na Sri Lance. nastepnym targetem sa kraje arabskie, plus Afganistan. ten rynek to jakies poltora miliona ludzi. swobodnie wiec bombajscy filmowcy moga sobie darowac schlebianie europejskiej publicznosci i jej gustom.
niemniej jednak bollywood ma rzesze wielbicieli i tutaj- o czym mozna sie przekonac na www.bollywood.pl
:)
no ale dzieki Michalowi wszystko wraca do normy :D musze czasem zamieszczac jakas obciachowa muzyke, ale na Dode prosze nie liczyc. zapodam jakis bolly hiciorek hehe.
jesli zas chodzi o bollywood- filmy sa bardzo rozne. niedawno widzialam swietny film Chokher Bali, zupelnie bez muzyki, oparty na prozie R. Tagore. bollywood to nie tylko wielkie widowiska z niekonczacymi sie korowodami tancerzy i rzeszami spiewakow. wyjsc nalezy od tego, ze w Indiach kino spelnia i musi spelniac zupelnie inna role niz w Europie czy Ameryce. tam ludzie maja az nadto problemow zupelnie realnych, a nie wydumanych egzystencjalnych dylematow. dla kogos kto haruje po 12 godzin dziennie i ledwo udaje mu sie przezyc wyjscie do kina ma byc wyprawa do innego swiata- ma zapewnic rozrywke i tak- katharsis.
nie zawsze jest tak, ze historie opowiadane w bollywoodzkich filmach sa cukierkowe banalne i dobrze sie koncza. czasem tworcy filmu podaja nam taki typ historii w pierwszej polowie... a w drugiej stopniowo odzieraja nas ze zludzen i funduja takie zakonczenie, ze serce peka. przykladem takiego filmu jest 'Gdyby jutra nie bylo' albo 'fanaa'. po obejrzeniu pierwszego obudzilam sie placzac przez sen.
poza tym, te filmy sa krecone tak, aby podobaly sie w Indiach, Pakistanie, Bangladeszu, w Nepalu i na Sri Lance. nastepnym targetem sa kraje arabskie, plus Afganistan. ten rynek to jakies poltora miliona ludzi. swobodnie wiec bombajscy filmowcy moga sobie darowac schlebianie europejskiej publicznosci i jej gustom.
niemniej jednak bollywood ma rzesze wielbicieli i tutaj- o czym mozna sie przekonac na www.bollywood.pl
:)
wtorek, 22 lipca 2008
Tere Bina (Guru) by A R Rehman (Full Song) Best Quality
Tere bina beswaadi beswaadi rathiyan oh sajna...
poniedziałek, 30 czerwca 2008
deewangi deewangi
wczoraj wyciągnęłam koleżanki na film 'om shanti om'.
jak ktoś nie widział, polecam :)
oglądałam go co prawda na desi-radio, ale w wersji oryginalnej, i umknęły mi żarty słowne. a przez pierwszą część filmu można się nieźle pośmiać. kino wyludnione, z 10 osób na widowni, oj nie wiedzą ludzie co dobre! co prawda z drugiej strony cieszę się, że nie było kwiczących, wyjących, piszczących, skandujących dialogi bolly fanek.
na film poszłam z wiedźmą Irmina i z Edzią. Irmina roniła łezki, łatwo się wzrusza. a Edzia osiągnęła apogeum radochy na piosence deewangi deewangi. ja rownież :) chociaż spektakularne było też pojawienie się deepiki pradukone na ekranie pierwszy raz. aaa! fajne jest zderzenie old-schoolowych lat '70 ze współczesnymi czasami. lata '70 w bollywood to taki obciach, że aż trudny do pojęcia, a jeszcze jak się to ogląda dzisiaj! do specyficznej poetyki bolly dodać styl lat '70, fryzury, ubrania. w om shanti om to mityczna kraina szczęścia i przepychu.
no i zawsze pozostaje moja all times favourite line: 'you will pay for your sins, Mukesh. you will die!' :D
po filmie polazłyśmy na lody i do parku, siadłyśmy pod wyrośniętym krzaczorem jaśminu, i tak sobie gadałyśmy a jaśmimowe płatki opadały nam delikatnie na głowy i gdzie bądź. miło było niesamowicie.
jak ktoś nie widział, polecam :)
oglądałam go co prawda na desi-radio, ale w wersji oryginalnej, i umknęły mi żarty słowne. a przez pierwszą część filmu można się nieźle pośmiać. kino wyludnione, z 10 osób na widowni, oj nie wiedzą ludzie co dobre! co prawda z drugiej strony cieszę się, że nie było kwiczących, wyjących, piszczących, skandujących dialogi bolly fanek.
na film poszłam z wiedźmą Irmina i z Edzią. Irmina roniła łezki, łatwo się wzrusza. a Edzia osiągnęła apogeum radochy na piosence deewangi deewangi. ja rownież :) chociaż spektakularne było też pojawienie się deepiki pradukone na ekranie pierwszy raz. aaa! fajne jest zderzenie old-schoolowych lat '70 ze współczesnymi czasami. lata '70 w bollywood to taki obciach, że aż trudny do pojęcia, a jeszcze jak się to ogląda dzisiaj! do specyficznej poetyki bolly dodać styl lat '70, fryzury, ubrania. w om shanti om to mityczna kraina szczęścia i przepychu.
no i zawsze pozostaje moja all times favourite line: 'you will pay for your sins, Mukesh. you will die!' :D
po filmie polazłyśmy na lody i do parku, siadłyśmy pod wyrośniętym krzaczorem jaśminu, i tak sobie gadałyśmy a jaśmimowe płatki opadały nam delikatnie na głowy i gdzie bądź. miło było niesamowicie.
czwartek, 26 czerwca 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)