piątek, 16 października 2009

emocjonalne zamęty

kruche jest pojmowanie własnej tożsamości.
niedawno przy okazji oglądania Ogniem i mieczem zdałam sobie sprawę, że cokolwiek się nie miało wydarzyć, z mojego punktu widzenia ZAWSZE wygrają 'nasi'.
Polacy, wiadomo, jestem Polką.
Kozacy- a jakże! mam w sobie krew ukraińską.
wojska chana- no cóż, jestem muzułmanką. :D

każdy człowiek ma jakieś przekonanie o sobie, jestem tym i tamtym, spełniam takie a nie inne role, mam takie poglądy (najlepsze, bo moje własne). często gdybiemy, że czegoś nie zrobilibyśmy nigdy w życiu... a potem nadchodzi sytuacja, która pokazuje jasno, że nic o sobie nie wiemy.
fajnie, kiedy myślimy o sobie źle, a okazuje się jednak, że jest z nami znacznie lepiej. przez większość swojego życia byłam święcie przekonana, że mam same ograniczenia. teraz kiedy w sumie straciłam wszystko, okazuje się, że pojawiło się we mnie poczucie właśnie braku ograniczeń, i przestrzeń, która powoli wypełnia się pozytywnymi wydarzeniami. no przynajmniej takie mam wewnętrzne przekonanie ;)

myślę też sporo o wolności. nadchodzi do mnie słowami starych hipisowskich piosenek.
Janis śpiewała 'but I'd trade all of my tomorrows for one single yesterday... freedom is just another word for nothing left to loose'

a Marley... 'Won't you help me sing these songs of freedom 'cause all I ever have redemption songs'.

strata...wolność...odkupienie. inshaAllah.

'tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono' ukłony do samej ziemi dla W. Szymborskiej.

wtorek, 13 października 2009

nastrój Shantaramowy

hm blog zarósł kurzem... warstwa może z 10 cm gruba.

nadejszła wielkopomna chwila- jesienne doły które nastąpiły po dołach letnich.
więc przypominam wszystkim o książce Shantaram i jej bolesnym pięknie.

tak jak najlepsze filmy bollywood, które w pierwszej częsci osadzą niewinnego widza w złudnym poczuciu bezpieczeństwa aby w drugiej sprawić ze zlamie się jego nic nie podejrzewające serce. to samo zrobi z wami Shantaram.

w glowie mam wciaz jeszcze Rang de basanti... i wielka ochote na basmati.

piątek, 26 czerwca 2009

nowe porządki

Miłe złego początki, lecz koniec żałosny- taka stara mądrość.
Nadszedł jednak czas, żeby pożegnać co stare - i uniknąć witania nowego jak długo się da.

Niniejszym ogłaszam, że wracam na stare śmieci i zaczynam robić tu porządki, inshaAllah.

piątek, 27 marca 2009

no news

literally.

or too many ;) same thing- the outcome is I do not feel like adding anything here these days.

everything I plan, does not work out.
will be busy thinking where the problem is- no matter how much time it would take me.

best wishes

niedziela, 22 lutego 2009

and the Oscar goes to... A R RAHMAN!!!

a wlasciwie 2 oscary, za muzyke do slumdog millionaire i za najlepsza piosenke- jai ho, jak widac powyzej.
nikt pewnie nie uwierzy, ale jako rahmaniaczka i wielbiciekla ludzi w Indiach, ich niespotykanej kreatywnosci i pracowitosci, siedze tu sobie i lykam lzy wzruszenia, bo co jak co ale nagroda nalezy sie Rahmanowi i nalezy sie Indiom, czas najwyzszy!
extremely happy, conratulations A R Rahman, best wishes to India. Jai ho!

wtorek, 3 lutego 2009

happy all over

a dzionek mija za dzionkiem :D

odkrywczo jak zwykle zauważam, że luty się rozpoczął.
dziwnie pełna dobrych chęci zrobiłam sobie w biurze przemeblowanko, jak na razie jestem zadowolona z efektów, mimo że komputer mi się dzisiaj kilka razy magicznie wyłączył.
ale nic to, takie drobnostki jak poplątane kable mnie nie zniechęcają.

wczoraj dziewczyny przyjechały odebrać swoje 23 sari, przyznaję, ciężko było się z nimi rozstać. odepchnęłam jednak od siebie po wielekroć pokusę rozpakowania ich wszystkich, rozwinięcia i pławienia się w nich. a była silna jak nie wiem! znaczy ta pokusa.
więc oddanie sari być może było czymś na kształt ratunku bo zwijanie sari na powrót, sari w liczbie 23, składanie ich po radosnym pławieniu i hasaniu byłoby zadaniem trudnym i czasochłonnym. i tak złożenie 5 czy 6 sprawiło, że bolały mnie ramiona.

a tak dziewczyny nakarmiłam i odziałam ;) to jest raczej wyprawiłam z 3 wielkimi siatami wypełnionymi sari do domu. po spędzeniu miłego wspólnego wieczoru.
a teraz kicham oj.

czwartek, 15 stycznia 2009

besieged Gaza...

Zbigniew Herbert
"Report from the Besieged City"

Too old to carry arms and fight like the others -

they graciously gave me the inferior role of chronicler
I record - I don't know for whom - the history of the siege

I am supposed to be exact but I don't know when the invasion began
two hundred years ago in December in September perhaps yesterday at dawn
everyone here suffers from a loss of the sense of time

all we have left is the place the attachment to the place
we still rule over the ruins of temples specters of gardens and houses
if we lose the ruins nothing will be left

I write as I can in the rhythm of interminable weeks
Monday: empty storehouses a rat became the unit of currency
Tuesday: the mayor murdered by unknown assailants
Wednesday: negotiations for a cease-fire the enemy has imprisoned our messengers
we don't know where they are held that is the place of torture
Thursday: after a stormy meeting a majority of voices rejected
the motion of the spice merchants for unconditional surrender
Friday: the beginning of the plague Saturday: our invincible defender
N.N. committed suicide Sunday: no more water we drove back
an attack at the eastern gate called the Gate of the Alliance

all of this is monotonous I know it can't move anyone

I avoid any commentary I keep a tight hold on my emotions I write about the facts
only they it seems are appreciated in foreign markets
yet with a certain pride I would like to inform the world
that thanks to the war we have raised a new species of children
our children don’t like fairy tales they play at killing
awake and asleep they dream of soup of bread and bones
just like dogs and cats

in the evening I like to wander near the outposts of the city
along the frontier of our uncertain freedom.
I look at the swarms of soldiers below their lights
I listen to the noise of drums barbarian shrieks
truly it is inconceivable the City is still defending itself
the siege has lasted a long time the enemies must take turns
nothing unites them except the desire for our extermination
Goths the Tartars Swedes troops of the Emperor regiments of the Transfiguration
who can count them
the colors of their banners change like the forest on the horizon
from delicate bird's yellow in spring through green through red to winter's black

and so in the evening released from facts I can think
about distant ancient matters for example our
friends beyond the sea I know they sincerely sympathize
they send us flour lard sacks of comfort and good advice
they don’t even know their fathers betrayed us
our former allies at the time of the second Apocalypse
their sons are blameless they deserve our gratitude therefore we are grateful
they have not experienced a siege as long as eternity
those struck by misfortune are always alone
the defenders of the Dalai Lama the Kurds the Afghan mountaineers

now as I write these words the advocates of conciliation
have won the upper hand over the party of inflexibles
a normal hesitation of moods fate still hangs in the balance

cemeteries grow larger the number of defenders is smaller
yet the defense continues it will continue to the end
and if the City falls but a single man escapes
he will carry the City within himself on the roads of exile
he will be the City

we look in the face of hunger the face of fire face of death
worst of all - the face of betrayal
and only our dreams have not been humiliated

Gaza- zbiórka pieniędzy

Polska Akcja Humanitarna rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na pomoc dla ofiar konfliktu w Strefie Gazy
Wczoraj pracownicy Czerwonego Krzyża znaleźli w jednym z rozbitych domów w Gazie czwórkę umierających z głodu dzieci leżących obok ciała matki i ciał innych krewnych - to wydarzenie pokazuje jak tragiczna jest sytuacja w Gazie, gdzie brakuje wody, jedzenia, leków. Życie ludzi zależy całkowicie od pomocy humanitarnej oraz naszej solidarności - mówi Janina Ochojska, prezes Polskiej Akcji Humanitarnej.

Pracownicy misji PAH w Autonomii Palestyńskiej i w Izraelu monitorują sytuację i kontaktują się z lokalnymi władzami oraz organizacjami międzynarodowymi. Obecnie poszkodowanym niezbędne jest udzielenie pomocy doraźnej - dostarczenie leków, środków opatrunkowych oraz żywności. PAH planuje również pomoc materialną dla rodzin, których domy zostały zniszczone w wyniku działań wojennych. Po stronie izraelskiej w miejscowościach objętych ostrzałem kassamów (Aszkelon, Siderot) zostanie udzielona pomoc psychologiczna poprzez tamtejsze ośrodki pomocy.



W związku z tym Polska Akcja Humanitarna rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na pomoc dla ofiar konfliktu w Strefie Gazy. PAH zbiera środki na specjalny numer konta:

30 1060 0076 0000 3310 0016 1199 z dopiskiem "Konflikt - Gaza"

Polska Akcja Humanitarna, ul. Szpitalna 5 lok. 3, 00-031 Warszawa.


http://www.pah.org.pl/

wtorek, 13 stycznia 2009

Rahman- still so proud, still so happy :)




I want an Oscar now: Rahman

Music composer A.R. Rahman Monday became the first Indian to win a Golden Globe award and is already looking forward to bagging an Oscar for his soundtrack for British filmmaker Danny Boyle's 'Slumdog Millionaire'

I don't think any Indian musician has won the Golden Globe award?
A.R. Rahman: I see it as an honour for India, not just for me. More to come, hopefully.

The Golden Globe is seen as a precursor to the Oscars.
A.R. Rahman: When a film and my music get acceptance, it's the equivalent of an Oscar for me. For the people of India to get an Oscar is a big thing. So for their sake more than mine I hope my song "Jai ho" and my music score in 'Slumdog Millionaire' win the Oscar.

'Slumdog Millionaire' star Freida Pinto says of the four Golden Globe awards, yours makes her the proudest.
A.R. Rahman: That is really sweet of her. I was in Los Angeles to have lunch with all the panel members of the Oscars as well as to do press meets and promotion for 'Slumdog Millionaire'. Some critics in the US say it's one of the best films they've ever seen. It's not just about my music. It's the way Danny has put together the film.

The throbbing pulse of Mumbai has been superbly captured in the film. 'Slumdog Millionaire' is about suffering, hope and redemption. If my music has made an impact in the West, it is because it has been projected so effectively. Though some of the songs like 'Jai ho', 'O saya' and 'Ringa ringa' are in Hindi, the Americans love them.

Were you in the US to lobby for an Oscar award for 'Jai ho'?
A.R. Rahman: It's not about lobbying. It's about letting the jury members meet you, get to know you and decide if the person behind the creation is worth putting a vote for. As an artist, I need to be recognised on a human level. So I needed to go to Hollywood with my song. I met top Hollywood music composers like Hans Zimmer, Howard Shore and Danny Elfman.

And what did they have to say about your music?
A.R. Rahman: They made genuinely warm comments about my music in 'Slumdog Millionaire'. I think they love the Mumbai that they have seen in the film and Danny has made terrific use of my music. The way he has mixed my songs, they are full on, like in a discotheque.

Has Mumbai's image suffered a setback in the US after the Nov 26 terror attacks?
A.R. Rahman: Everyone is a bit shaken. Security has been tightened even more in the US. But the way they look at India, our music and cinema is very positive. The image of Mumbai is still intact. I got the right vibes in Los Angeles. A lot of people want to come to India to collaborate in our entertainment industry. Akon and Nelly Furtado are interested. We just need to carry it forward.

India Times

As I see it- Whole India is proud of Rahman. Which is not strange at all. I remember when Polish director, Andrzej Wajda was awarded with Oscar, we were all proud.
But why Rahman's achevement makes ME proud?
Well first I used to watch Indian movies because they were so colorful. Then it was the actors who caught up my attention. Nowadays I watch Indian movies because of the music. And if Rahman's name appears -no matter how bad the movie could be I would still watch it with delight.

But still, why am I proud?
Being a muslim convert myself I am extremely happy to see a muslim convert, being so talented, so modest, hard-working and inspiring. Being in love with India, I know how much it means for Indian muslims, especially after the Mumbai attacs. In short, Rahman proves that muslims are not terrorists, that after all we are normal people. And it means a lot. We, as muslims suffer a lot because of labelling us as dangerous and violent, primitive and thoughtless. And here he is -A R Rahman, being just the opposite. Here he is for everybody in the whole wide world to see.

God bless you A R Rahman for everything you do.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Slumdog Millionaire Soundtrack - Dreams On Fire

jeszcze raz wszechstronny A R Rahman

A R Rahman dostal Zlotego Globa!

Ya Allah, nareszcie geniusz z Indii zostal doceniony miedzynarodowo. Cieszę się przeogromnie!
Poniżej- dwa utwory z filmu.
Caly soundtrack można odsluchać na youtube.

Congratulations, A R Rahman, Allah hafiz!

sobota, 10 stycznia 2009

Gaza: Enough is enough

Dear friends,

The awful bloodshed in Gaza is only escalating, despite our small victory of a first UN resolution -- 758 Palestinians now lie dead including 257 children and 60 women, and 15 Israelis.[1] As Israel's tanks, airplanes and artillery bombard targets in thickly populated urban areas, thousands more have been injured and 1.5 million terrified civilians have no escape from this prison-like enclave -- the borders are sealed -- and Hamas continues to fight and fire rockets, with neither side yet accepting the UN's call. This will be tougher even than our campaign for a ceasefire in Lebanon in 2006.

But we can make a difference -- even Israel's own foreign minister admits that intense international pressure could force a ceasefire. To that end, we've delivered our new petition, already 330,000-strong, to top officials of the UN, EU and Arab League. Outrageously, the US Bush administration did not vote for the UN ceasefire proposal and its loopholes leave the bloodshed worsening by the hour: meanwhile attempts are being made to impose skewed arrangements that would legitimize the suffocating blockade of Gaza, which Hamas cite as reason for their rocket attacks.[2]

Enough is enough: these civilian deaths can't go on, and we can't let Bush and co block a fair, negotiated ceasefire. Let's get to half a million signatures -- we'll publish our ceasefire call in a hard-hitting ad in the Washington Post and deliver it in meetings with key powers -- follow the link below to see the ad, sign the petition, and forward this message to all your friends and family:

http://www.avaaz.org/en/gaza_time_for_peace

As the international community talks and talks, civilians are dying by the day. Last year, we campaigned hard for a comprehensive ceasefire to end all attacks and rockets and lift the counterproductive blockade -- finally the sides agreed a halfway truce, rockets and incursions stopped almost completely for four months, and the borders opened a fraction -- but that deal was grudging and flawed on all sides, lacking many needed elements: it's not surprising how it started to collapse in November.[3] We must do better this time.

And better proposals for an immediate, internationally-guaranteed ceasefire are now coming from many states in Europe and the Middle East. Yet Bush's behind-the-scenes "ceasefire" proposals reportedly seek to exclude Hamas from any deal and leave Israel a free hand, a disastrous approach that would fan the flames of hatred and guarantee that the violence continues.[4]

To be lasting, a ceasefire must protect civilians and end all attacks -- Israeli bombings and incursions as well as the rockets Palestinian factions fire into southern Israel. International supervision is desperately needed at the borders, to reopen Gaza's borders and crossings for food, fuel, medicine and goods, to prevent weapons-smuggling (which has only grown under the blockade), and to monitor and enforce the ceasefire on both sides.[5]

Sources say Israel could agree to such a ceasefire, and Hamas, which won elections in 2006 and now runs Gaza, has suggested it could do so too.[6] Both should be challenged to abide by a fair deal. There is no military solution for either side -- it's time for world powers to step up and broker a ceasefire to protect civilians on all sides and let them live their lives in peace and security. Sign the petition now at the link below and send this message to everyone you know -- we'll publish it in The Washington Post and elsewhere, and seek face-to-face meetings to deliver the petition with the Obama team and European and world powers:

https://secure.avaaz.org/en/gaza_peace_ads

With hope and determination,

Paul, Graziela, Alice, Ricken, Luis, Brett, Ben, Iain, Paula, Veronique, Milena and the whole Avaaz team

P.S. We wrote to European, US and Arab leaders last week about our campaign, and received responses -- now we need to escalate the pressure. For a report on many of Avaaz's other campaigns so far, see: https://secure.avaaz.org/en/report_back_2

Sources:

1. "Gaza bloodshed continues despite UN calls for ceasefire", 9 January 2009:
http://www.guardian.co.uk/world/2009/jan/09/gaza-fighting-un-ceasefire

Daily Telegraph (UK): "Gaza medics describe horror of strike which killed 70":
http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/middleeast/israel/4162193/Gaza-medics-describe-horror-of-strike-which-killed-70.html

Associated Press: "Israel Shells Near UN School, killing at least 30" (5 January 2009)
http://www.google.com/hostednews/ap/article/ALeqM5ioi_0jtO9RjMwPNRoXNCndRPRq3gD95HTJE00

Yediot Aharonot, "Cabinet: Gaza op to continue, Israel has not yet accepted the Egyptian-French ceasefire initiative", 7 January 2009:
http://www.ynetnews.com/articles/0,7340,L-3652371,00.html

2. Reuters: "US haggles with Arabs over UN action in Gaza" (8 January 2009):
http://www.reuters.com/article/middleeastCrisis/idUSN08482098

Yediot Aharonot: "Israel examining international treaty to isolate Hamas" (5 January 2009)
http://www.ynetnews.com/articles/0,7340,L-3650522,00.html

3. "Reigniting Violence: How Do Ceasefires End?" (6 January 2009) is a statistical analysis by an MIT professor, based on Israel's own data for rocket fire (which it shows stopped for four months) and on which side struck first. It provides useful factual background for how the Israel-Hamas truce effectively collapsed in November well before it expired (facts poorly reflected in some news reporting):
http://www.huffingtonpost.com/nancy-kanwisher/reigniting-violence-how-d_b_155611.html

4. E.g. see 5 January Yediot Aharonot article above, and this from the Israeli site DEBKA:
http://www.debka.com/headline.php?hid=5830

5. These parameters are advocated by a broad range of experts and policymakers. See for example International Crisis Group's Ending the War in Gaza report (5 January 2009):
http://www.crisisgroup.org/home/index.cfm?id=5838&l=1

With days to go till President Obama's inauguration, this Rasmussen Reports poll is of interest: Only 31% of Democrats support offensive, most prefer a diplomatic solution:
http://www.rasmussenreports.com/public_content/politics/general_politics/americans_closely_divided_over_israel_s_gaza_attacks

6. "Gaza: outlines of an endgame", Ghassan Khatib (6 January 2009)
http://www.opendemocracy.net/article/gaza-outlines-of-an-endgame

Jerusalem Post: "Israel must get out of Gaza now", 8 January 2009: http://www.jpost.com/servlet/Satellite?cid=1231167305710&pagename=JPost/JPArticle/ShowFull

Reuters: "Hamas seeks truce but says lifting siege a must" (5 January 2009) http://www.alertnet.org/thenews/newsdesk/L5111105.htm

Strikingly, the US Army War College has just released a substantial report supporting the view that Hamas can and must be brought into negotiations and is capable of sustaining a long-term truce, or even peace with Israel. Linked via:
http://ricks.foreignpolicy.com/node/10703

The inside story of the civil strife between Fatah and Hamas and the Bush administration's involvement in this debacle is best-told in The Gaza Bombshell, an investigative article published in the leading US magazine Vanity Fair in April 2008:
http://www.vanityfair.com/politics/features/2008/04/gaza200804

środa, 7 stycznia 2009

dialog

Różni mądrzy ludzie z mądrych organizacji zapraszają się nawzajem na uroczyste konferencje, na których uczeni i religijne autorytety prowadzą tak zwany dialog międzyreligijny. Czy w ogóle jest możliwe prowadzenie dialogu międzyreligijnego? międzykulturowego? Na takich zasadach???
Wedlug mnie- nie. Bo to nie religie, nie kultury prowadzą ze sobą dialog. To ludzie powinni go prowadzić. Na zwykłym, ludzkim poziomie. Przecież na Boga, po pierwsze jestemy ludźmi. Dopiero potem- muzułmanami, chrzecijanami, Żydami, buddystami, hinduistami... Dlaczego więc nie moglibysmy po prostu spotkać się z drugim człowiekiem i porozmawiać.

znalazlam ciekawą stronę internetową- 6 billion others.
http://www.6billionothers.org/index_en.php
Twórcy tej strony podróżowali po całym swiecie. I -po prostu- rozmawiali z ludźmi. Filmiki z tych rozmów można obejrzeć na stronie po kliknięciu w zakladkę 'testimonials'.
Ludzie z Chin, Iranu, USA, Mali, Indii, Rosji, z każdego zakątka swiata opowiadają o miłosci, dzieciecych marzeniach, wolnosci, pieniądzach, rodzinie, Bogu, życiu pozagrobowym... jest to tak porażająco piękne- bo oto mamy okazje na własne oczy przekonać się, ze warto jest rozmawiać z ludzmi, i że słuchając opowiesci o czyis łzach... nawet jesli jest to imigrant z Mali- człowiek którego nie znamy i którego nigdy nie poznamy, człowiek o zupelnie innej kulturze, innej religii, innego koloru... zobaczymy w obcym człowieku SIEBIE.
I to jest DIALOG- zatrzymać się i pozwolić drugiemu człowiekowi mowić, i zobaczyć w nim siebie.

WSZYSCY JESTESMY TACY SAMI.
Te same lęki, te same smutki, to samo współczucie, te same serca, ta sama miłosć... i te same łzy.

wtorek, 6 stycznia 2009

makeover

jak widac na zalączonym obrazku- dokonalam w chwili slabosci makeover'u bloga pod wzgledem szablonowo-kolorystycznym.
teraz dla wszystkich jest jasne, jaki jest moj ulubiony kolor ;-)
tak czy inaczej możecie calą tą dzialalnosc uznac za typowe bahawioralne oznaki nudy. chyba ze nowy wystrój jest męką dla waszych oczu- o, w tym przypadku uznajcie to za przejaw malpiej zlosliwosci z mojej strony.

niedziela, 4 stycznia 2009

Palestyna- wszyscy jestesmy świadkami

Jennifer Loewenstein
Palestyna pod terrorem izraelskim (I)

W ostatnich latach amerykańska Żydówka Jennifer Loewenstein z Uniwersytetu Wisconsin pracowała jako dziennikarka i współpracowała z organizacjami obrońców praw człowieka w Palestynie i Libanie. Przebywała w Dżeninie, Ram Allah i Wschodniej Jerozolimie, gdy armia izraelska przeprowadzała w kwietniu ub.r. operację Tarcza Obronna, a 22 lipca ub.r. była świadkiem izraelskiego bombardowania Gazy. Jest współautorką książki pt. „Nowa intifada”. O tym, co widziała, a widziała rzeczy wstrząsające, opowiedziała Justinowi Podurowi na łamach amerykańskiego „Z Magazine”.

- Czego byłaś świadkiem w Dżeninie?

- Dotarłam do obozu uchodźców w Dżeninie nazajutrz po wycofaniu się Izraelczyków i spędziłam tam dwa dni i noc. To było tak, jak wizyta w jednym z najniższych kręgów piekła Dantego i wiele z tego, co widziałam, nie daje się opisać. Znikła cała dzielnica i nie można było odróżnić, gdzie przebiegały ulice, a gdzie stały domy. Chodzi nie tylko o zniszczenie wielkiej części obozu – gdy odwiedza się jakiekolwiek miasto czy osiedle palestyńskie, człowiek staje oko w oko z wprost niewiarygodnymi zniszczeniami. Rafah, Chan Junus, Ram Allah, Betlejem, Hebron, Nablus, miasto Gaza... Ta lista nie ma końca, toteż gdy oglądam swoje zdjęcia stamtąd, czasami trudno mi jest przypomnieć sobie, o jakie miejsce chodzi. Po pewnym czasie rozwalone buldożerami, zbombardowane, pokryte kulami i wysadzone w powietrze domy i budynki stają się do siebie podobne. Jednak w Dżeninie zniszczenia osiągnęły poziom bez precedensu. Idziesz po z ziemi i okazuje się, że ziemia to dach trzypiętrowego domu, którego resztę tak zrównano z ziemią, że nic nie sugeruje, iż to kiedyś był budynek, dopóki nie zaczynają się wykopki i w głębokich dziurach nie pokazują się przedmiot życia codziennego – materace, odzież, rozbite meble, sprzęt kuchenny, książki i niemożliwe do rozpoznania przedmioty, które stanowiły wyposażenie czyjegoś salonu. Ilekroć wspominam ten potworny okres, raz po raz wstrząsa mną ogrom zbrodni, a wtedy bardziej niż kiedykolwiek uświadamiam sobie jeszcze większą zbrodnię – zbrodnię popełnioną przez Izraelczyków razem z USA i ONZ, która polega na wykreśleniu z historii tego, co się stało w Dżeninie.

W czerwcu miałam odczyt o Dżeninie w Madison, w stanie Wisconsin. Pokazałam zdjęcia publiczności, około stu osobom, z których wiele było rozdrażnionych tym, że moja relacja była sprzeczna z oficjalną wersją. Krzyczeli, że Dżenin to „gniazdo terrorystów”, że Izrael musiał się bronić. Gdy pokazałam zdjęcie młodego Palestyńczyka klęczącego nad zwłokami dwóch osób za zrujnowanym szpitalem obozu uchodźców, pewna kobieta w głębi sali głośno skomentowała: „To się nie stało.” I kropka.

Właśnie, że się stało. Dżeninu nie obrócono w ruinę, lecz starto go na proch. Zginęło tam 60 osób, z czego co najmniej 40 było cywilami. Zginęli w potworny sposób – np. gdy wojska izraelskie wysadzały w powietrze domy wiedząc, że wewnątrz są ludzie, lub gdy strzelały do tych, którzy wyglądali przez okna czy z balkonów czy wtedy, gdy pociskami czołgowymi strzelały prosto do sypialni czy kuchni. Niektórzy zginęli, gdy zawalały się zrujnowane domy. Na niektórych dokonano egzekucji. Trzy osoby opowiedziały mi tę samą historię o grupie mężczyzn, którym kazano położyć się na ulicy na brzuchu ze związanymi z tyłu rękami i których rozjechał buldożer.

Tych ludzi zmasakrowano. Tak, zmasakrowano. W moim słowniku czasownik „masakrować” znaczy „zabijać na oślep i okrutnie dużą liczbę osób”. Mówimy o dużej liczbie osób, które zamordowano na oślep i w okrutny sposób. W dniu, w którym wycofali się Izraelczycy, siedziałam z kamerą na kamiennej ławce na tyłach szpitala i widziałam, jak grupa mężczyzn odkopuje zwłoki tych, których Izraelczycy zabili lub zranili podczas oblężenia (wielu ciężko rannych zmarło, bo armia izraelska uniemożliwiła dostęp ekip medycznych i karetek pogotowia do obozu i poruszanie się po nim). Szybko ich pogrzebano w prowizorycznych grobach, aby uniknąć epidemii, a teraz odkopywano, aby należycie pochować.

Inna ekipa układała na ziemi zwłoki, które przynoszono z obozu uchodźców. Zabici leżeli obok siebie w białych, poplamionych krwią prześcieradłach, podczas gdy często histeryzujący z bólu przyjaciele i członkowie rodzin podchodzili, aby ich zidentyfikować. Były tam także ciała kobiet i dzieci. Jak już powiedziałam, 40 zabitych było cywilami, a nie bojownikami uzbrojonymi w karabiny i stawiającymi czoło szóstej najpotężniejszej armii świata. Niektórzy zabici ciągle leżeli tak głęboko pod ruinami swoich domów, że jeszcze nie można było ich wydostać. Chodziłam po ponurych ruinach domu, pod którymi – pod moimi stopami – spoczywały trzy ciała; widać było tylko zelówkę buta jednej z nich. Wiedziałam, że tam leżą, bo je odkopywano, a wokół czuło się zapach śmierci. Obserwujące tę scenę dzieci zakrywały sobie dłońmi usta i nosy. Sanitariusze i członkowie ekip ratunkowych mieli białe maseczki, aby praca była znośniejsza. Członek Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca zanotował nazwiska trzech braci poległych w walce z Izraelczykami. W innej części obozu spotkałam kobietę z twarzą bez wyrazu, której towarzyszył mężczyzna; przetłumaczył mi, że straciła wszystkich swoich czterech synów – dwóch ostatnich podczas oblężenia Dżeninu.

Około 20 zabitych było „uzbrojonymi bojownikami”, którzy walczyli z Izraelczykami. Liczy się, że będziemy uważali, iż Izrael stoczył tam z tymi bojownikami walkę na śmierć i życie, że chodziło o akt obrony koniecznej. Zmusza się nas, byśmy wspominali do dużej liczbie żołnierzy izraelskich, którzy zginęli walcząc z tymi terrorystami. Niektórzy przypominają mi, że toczy się wojna.
Nie – mamy do czynienia z nielegalnym aktem agresji, dokonanym przez wojujące mocarstwo okupacyjne na narodzie, który zgodnie z prawem międzynarodowym ma prawo do oporu wobec oblężenia swoich ognisk domowych. Palestyńczycy mieli i nadal mają prawo do oporu. Proszę przeczytać rezolucję Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych nr 42/159 z 7 grudnia 1987 r., w której potępia się terroryzm międzynarodowy, ale rozróżnia się między nim a prawem narodów do walki z okupacją swoich ziem. „Nic w niniejszej rezolucji nie może w żaden sposób szkodzić prawu do samostanowienia, wolności i niepodległości, wynikającemu z Karty Narodów Zjednoczonych, tych narodów, które siłą pozbawiono owego prawa (...) a w szczególności poddanych reżimom kolonialnym i rasistowskim i obcej okupacji czy innym formom panowania kolonialnego, ani (...) prawu wspomnianych narodów do prowadzonej w takim celu walki oraz do występowania o pomoc i jej uzyskiwania (zgodnie z Kartą i innymi zasadami prawa międzynarodowego).

Żadne zniekształcenia, żadne mity ani kłamstwa generowane przez nasz rząd, przez rząd Izraela i nasze media nie są w stanie przekreślić tego prawa do oporu.
Kto postanowił, że walka jest słuszna tylko wtedy, gdy jedna ze stron jest bezbronna? Jakież to absurdalne rozumowanie może dać takim tyrańskim państwom, jak nasze czy jak Izrael, dysponującym olbrzymimi arsenałami środków zniszczenia, prawo do wymagania od słabszych narodów, aby złożyły broń, otworzyły swoje drzwi przed „inspekcjami” i zrezygnowały ze swojego znikomego handlu bronią, gdy supermocarstwa zbroją się na skalę bez precedensu, która do niedawna wydawała się niemożliwa, i proklamują swoje prawo do zabijania nawet wtedy, gdy się ich nie prowokuje?

Po to, by mówić o pokoju, nie można zaczynać od żądania rozbrojenia się słabszego, lecz od rozbrojenia się silniejszego. Bierny opór jest bezskuteczny, gdy tych, którzy go stawiają, zgniata się jak źdźbła zboża. To, co zdarzyło się w Dżeninie, nie było częścią szerszej wojny między dwoma narodami – było częścią permanentnej masakry słabszego i w większości nieuzbrojonego narodu, który jest nieustannie oblegany. Jeśli chcemy skończyć z przestępstwami terroryzmu, trzeba związać ręce głównym terrorystom – tym, którzy są u steru państwa. Jeśli chcemy, aby ustały samobójcze zamachy bombowe, trzeba skończyć z warunkami, które popychają ludzi do tak mściwych czynów. Już dawno Izrael powinien był wynieść się z Palestyny. A przecież to dopiero początek. Dżenin jest tylko symbolem całego tego konfliktu i świadczy, dokąd on doprowadzi, jeśli nie dojdzie do protestów międzynarodowych, które właśnie zaczynają się tu, w Stanach Zjednoczonych.

- Izrael hołubi się jako „jedyną demokrację na Bliskim Wschodzie”. Niektórzy „mędrcy” na Zachodzie odrzucają (już i tak prawie przez wszystkich zarzuconą) sugestię, że w Izraelu/Palestynie powinno powstać jedno dwunarodowe państwo demokratyczne, bo twierdzą, że ani jedno państwo arabskie nie jest demokracją. Jest w tym zawarta niemal rasistowska insynuacja, że Arabowie nie są zdolni do zaprowadzenia demokracji. Co o tym myślisz?

- Gdy słyszę, że Izrael jest „jedyną demokracją na Bliskim Wschodzie”, podziwiam po raz kolejny potęgą mitologii i dezinformacji. W naszej własnej kulturze w niewielkim stopniu rozumie się, co to jest demokracja (czego skutki widać dziś na całym świecie) i jak słusznie powiedziałeś, jest coś nieodłącznie rasistowskiego w sugestii, że tylko białe narody pochodzenia europejskiego są zdolne do przedsięwzięć „demokratycznych”. Zakrawa to na wręcz przerażającą ironię – dowodzi, jak niewiele wie się tutaj o historii demokracji w Europie. Nasze bratnie kraje, Anglia i Francja, mają krwawą, występną i (aż do dziś) kruchą historię demokracji, co dowodzi, że utrzymanie instytucji demokratycznych wymaga długiej i trudnej walki – faktycznie to walka bez końca. Moim zdaniem natura państwa nowoczesnego sprawia, że ta walka staje się coraz trudniejsza, ale to temat innej rozmowy.

Na mocy definicji Izrael jest państwem żydowskim. Jako taki, nie może być jednocześnie demokratyczny. Nie jest państwem „rządzonym przez lud”, bo jedna piąta jego ludności nie jest żydowska i dlatego prawo odmawia jej pełnoprawnego obywatelstwa. Dodatkowo Izrael rządzi ponad 4 mln Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu Jordanu, w strefie Gazy i w zaanektowanej Wschodniej Jerozolimie. Nie można zaprzeczyć, że tej ludności odmówiono nawet najbardziej powierzchownych atrybutów rządów demokratycznych.

Jest wiele konkretnych przykładów antydemokratycznej natury ustawodawstwa izraelskiego, jak np. zakaz posiadania ziemi przez nie-Żydów czy wystawiania kandydatów w wyborach, gdy broni się pewnych poglądów – takich np., zgodnie z którymi Izrael powinien stać się prawdziwie demokratycznym państwem wszystkich swoich obywateli. Niesłychane, a mało znane jest to, że w samym Izraelu (nie na terytoriach okupowanych) rząd nie uznaje istnienia 700 osad arabskich, wskutek czego ich mieszkańcy nie korzystają ze służb municypalnych, nie są objęci spisem powszechnym i – co ma kluczowe znaczenie – nie mają prawa głosu. Muszą jednak płacić podatki. Z łatwością można się domyślić, że okolice, w których znajdują się te osady, należą do najuboższych i najbardziej zacofanych, o czym świadczy stopy analfabetyzmu, śmiertelności niemowląt itd.
Dyskryminacja Arabów jest bardzo rozpowszechniona i istnieje we wszystkich zawodach i we wszystkich sferach życia społecznego. Arabowie są obecni poniżej swojego ciężaru demograficznego na uniwersytetach, w świecie lekarskim, adwokaturze, polityce, działalności gospodarczej. Arabowie izraelscy stanowią najuboższą ludność kraju. Odmawia im się takich podstawowych świadczeń, jak odpowiednik emerytury, bo nie odbywają służby wojskowej – faktycznie zaś nie są do niej dopuszczani.

Dyskryminacja społeczno-gospodarcza jest, oczywiście, antydemokratyczna, ale pod pewnym względem jest to najmniejszy problem. Z naszej własnej historii wiemy, jak w naszym społeczeństwie traktowano (i w wielu przypadkach traktuje się nadal) czarnych Amerykanów, nie mówiąc już o innych grupach etnicznych, religijnych i politycznych. Faktycznie jednak istniały i istnieją mechanizmy zmiany wewnętrznej. Do pewnego stopnia w Izraelu możliwe jest nieposłuszeństwo obywatelskie. Dla Arabów izraelskich istnieje tam program w rodzaju „akcji afirmatywnej”, ale dopóki państwo będzie żydowskie, osiągnięcia takiego programu zawsze będą ograniczone. Co się stanie, gdy (co sugeruje obecna tendencja demograficzna) ludność arabska w Izraelu i na terytoriach okupowanych zacznie przewyższać liczebnie ludność żydowską? Jeśli utrzyma się panująca w Izraelu ideologia, skutki takiej naturalnej zmiany dla Arabów izraelskich i Palestyńczyków mogą być katastrofalne. Niektórzy pewnie powiedzą, że ten komentarz jest alarmistyczny. Ci jednak, którzy znają bieżącą i długofalową politykę zarówno na terytoriach okupowanych, jak i w Izraelu, bardzo dobrze wiedzą, że takie programy, jak „przesiedlenie”, które przewidują, że ludność arabska zostanie siłą wypędzona z regionu, nie są wcale uważane za skrajne ani nie są niemożliwe do wdrożenia.

Pomysł utworzenia jednolitego, dwunarodowego państwa demokratycznego został, jak powiedziałeś, zarzucony praktycznie przez wszystkich. Częściowo wynika to z braku woli akceptacji prawdziwie demokratycznego państwa, a po części z braku woli akceptacji państwa niewyznaniowego. Jak już powiedzieliśmy, Izrael jest państwem żydowskim. Dla niektórych Żydzi to przynajmniej częściowo termin religijny. Dla większości jest to jednak termin etniczny i ideologiczny, który wyklucza zgodę na współistnienie z kulturą palestyńską, a co ważniejsze, zgodę na wspólną suwerenność arabsko-żydowską. Uważam, że „świecki” i „demokratyczny” to praktycznie synonimy, choć wiem, że są tacy, którzy by się ze mną w tej sprawie nie zgodzili.

Rezygnacja z rozwiązania polegającego na utworzeniu jednego państwa to częściowo również rezultat rasistowskiej wiary w niezdolność Arabów do zaprowadzenia demokracji. „Udowadnianie” słuszności takiego poglądu poprzez wskazywanie palcem na mapie świata arabskiego kolejnych państw mających skorumpowane, autorytarne i brutalne reżimy jeszcze raz świadczy jedynie o nieznajomości najnowszej historii Bliskiego Wschodu. Nasi eksperci mają również skłonność do mówienia o „świecie arabskim” jako o czyś, co stanowi zwartą, jednolitą całość. Wystarczy choćby krótko pobyć na Bliskim Wschodzie, by zrewidować taki pogląd. Są tacy, którzy twierdzą, że znają się na sprawach tego regionu, a nawet powierzchownie nie zdają sobie sprawy z ogromnych różnic między realiami społeczno-gospodarczymi takich krajów – wymienię tylko niektóre – jak Arabia Saudyjska i Syria czy Algiera i Kuwejt. To coś zdumiewającego i deprymującego.

Jednak wielu Arabów, w tym Arabów palestyńskich, również zrezygnowało z pomysłu utworzenia jednego państwa jako rozwiązania problemu lub od razu go odrzuciło (niektórzy, w tym Chomsky, uważają, że nigdy nie brano go na serio). Wraz z ekspansją islamu politycznego i narastającą siłą „fundamentalistycznych” ruchów islamskich w Iranie, Arabii Saudyjskiej, Libanie, Palestynie, Egipcie, Sudanie, Turcji i innych krajach, rezygnuje się z wartości demokratycznych i zastępuje się je wartościami „islamskimi” (w cudzysłowie, ponieważ wielu ludzi stwierdza, że „islamizm” jako siła polityczna ma bardzo niewiele wspólnego z islamem jako wiarą).

Przebywając w Bejrucie, w strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, byłam świadkiem nieufności wobec instytucji demokratycznych i pogardy do nich. Na terytoriach okupowanych członkowie Hamasu (Islamskiego Ruchu Oporu) i Dżihadu Islamskiego otwarcie potępiają i odrzucają instytucje „zachodnie”. Inni wskazują na totalne bankructwo takich instytucji, jak ONZ, Trybunał Międzynarodowy (i jego poprzednicy), Unia Europejska itd., dowodząc nieskuteczności tych instytucji wobec prowadzonej przez USA tyrańskiej polityki supermocarstwowej i ich przewagi wojskowej i technologicznej. Dogłębnie antydemokratyczne zachowanie USA w polityce zagranicznej bardziej odstraszyło tych, którzy mogli nawrócić się na ideę świeckiego społeczeństwa demokratycznego, niż jakakolwiek ideologia antydemokratyczna. Dobrze byłoby, gdyby Amerykanie zdali sobie z tego sprawę, ale mam wrażenie, że jesteśmy od tego dalej niż kiedykolwiek – zwłaszcza teraz, gdy przygotowujemy naszą przodującą machinę wojenną do kolejnej ogromnej rzezi Irakijczyków.

Wygląda na to, że zupełnie nie potrafimy zdać sobie sprawy, iż „przeciętny” Palestyńczyk, Libańczyk, Syryjczyk czy Egipcjanin jest absolutnie świadomy motywów i stymulatorów amerykańskiej polityki zagranicznej. Chyba nie jesteśmy świadomi skutków naszej kampanii przeciwko „terroryzmowi” wśród narodów świata arabskiego i muzułmańskiego – a przecież one widzą, co kryje się za retoryką i apologetyką naszej najnowszej wojny imperialnej. Nie pamiętam już ile razy w obozach uchodźców w Bejrucie, Gazie i na Zachodnim Brzegu podchodziły do mnie dzieci i gdy dowiedziały się, że jestem Amerykanką, krzyczały: „Myślisz, że wszyscy jesteśmy terrorystami” czy „Bush chce nas wszystkich zabić”. Nigdy nie zapomnę, jako chodziłam po ruinach bloku mieszkalnego, który w lipcu ub.r. zbombardowano w Gazie. Celem nalotu był Salah Szehada, jeden z przywódców wojskowego skrzydła Hamasu, ale w ataku zginęło również jedenaścioro dzieci i pięć osób dorosłych. Cała dzielnica tak ucierpiała, że wiele rodzin musiało szukać nowych mieszkań, a na skutek strat spowodowanych przez tysiąckilogramową bombę zrzuconą tuz przed północą przez F-16, dziesiątki osób straciły swoje interesy i środki utrzymania. Gdy oglądałam ruiny, robiłam zdjęcia i wypytywałam ludzi, szła za mną grupa chłopców. Ten, który szedł na ich czele, niósł kosz pełen odłamków bomby, którymi wymachiwał, ilekroć się za nim oglądałam. „Made in America”, powtarzał.

Najbardziej deprymujące jest to, jak często to powtarza się na terytoriach okupowanych – bombardowania, strzelaniny, niszczenie domów i działalności gospodarczej, mordowanie na oślep dzieci i starców, wszechobecne punkty kontrolne, które arbitralnie ograniczają wszelkie ruchy, mury „odgradzające”, zasieki z elektrycznego drutu kolczastego, nocna wojna pod oknami budynków mieszkalnych, całodobowe godziny policyjne, nie kończące się przerwy w dostawie prądu, niedobory wody i żywności, narastająca zależność od międzynarodowej pomocy żywnościowej, spowodowana przez rozkład gospodarki, podczas gdy stopa ubóstwa osiąga 80%, podobnie jak stopa bezrobocia. Zaskakuje mnie rozmach przywiązania do ideałów demokratycznych, to, jak czynnie ludzie dążą do ich realizacji i jak w obliczu tych wszystkich zbrodni masowo, choć w sposób niezorganizowany, stawiają opór.

Tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski


pozwolilam sobie skopiowac artykul z portalu Viva Palestyna! http://viva-palestyna.pl/
opowiada o sytuacji sprzed kilku lat; ale teraz widac, ze nic sie nie zmienilo.
jest dokladnie tak samo.
narod żydowski, który wycierpial tak wiele, popełnia zbrodnie na niewinnych ludziach, zapedzonych do getta, spuszczaja bomby na getto! bo gettem jest Strefa Gazy. historia zatoczyla wielkie, ironiczne koło. jak z ofiary stać się katem.
lekcja poglądowa.

nasz Prorok Mohammad powiedział:
"Niechaj nikt nie stoi bezczynnie, gdy niesprawiedliwie zabija się człowieka. Na każdego, kto widział, że jest to człowiek bezbronny, spadnie przekleństwo. Niechaj nikt z Was nie stoi bezczynnie, gdy niesprawiedliwie biją człowieka. Na każdego kto widział, że jest to człowiek bezbronny, spadnie przekleństwo."

czy stoimy bezczynnie?

jak można prześladowac dziesiątkami lat niewinny naród- bo czy to Palestyńczycy dokonali Holocaustu? dlaczego nie weźmiecie się za Niemców, drodzy izraelscy politycy?
bo nie są bezbronni? być może posiadacie jakieś prawo do tej ziemi. jakie- trudno mi osądzać, wy... to potomkowie wygnanych prawie 2 tysiące lat temu. czy mieliście jakiekolwiek prawo burzyć domy ludzi zamieszkujących tą ziemie od tysięcy lat? to Wy jesteście w Palestynie gośćmi! nie oni.

ale przybyliście, nie jako goście, ale jako najeźdzcy, zagarnęliście najlepsze ziemie, zburzyliście wioski, na gruzach których wybudowaliście swoje, z nowymi nazwami, aby na mapie wszystko wyglądało cacy. mordowaliście bez pardonu całe rodziny. i to po Holocauście! jakimi zbrodniarzami i perfidnymi kłamcami jesteście! oby Bóg wam wybaczył; bo żaden człowiek świadomy waszych zbrodni nie jest i nigdy nie będzie w stanie tego uczynić.